Blog > Komentarze do wpisu

Esposende - Viana do Castelo

22 lipca

Foto Kinga Foto Kinga Foto Kinga foto Ewa Maria

Wychodzimy dopiero prawie o 10, bo śniadanie było o 8.30. Idziemy wzdłuż rzeki - to kolejna wspaniała rzeka Portugalii. Zobaczymy ich jeszcze w Portugalii i Hiszpanii chyba z dziesięć, jedna większa i wspanialsza od drugiej. Dochodzimy - po strzałkach! - do pięknego mostu i ruszamy przed siebie. Strzałki gdzieś znikają, ale odnajdziemy je koło przydrożnej kaplicy. I dobrze, bo dzięki nim nie musimy, jak wczoraj, iść bokiem dużej ruchliwej ulicy czy szosy, tylko powyżej, krętymi wiejskimi drogami. Ocean stale po lewej stronie, co podnosi na duchu i zapewnia wiatr. Dochodzimy do kościoła i wchodzimy, nawet niezbyt spóźnione, na magiczną mszę z tłumem wiernych w strojach regionalnych, całkowicie ludowych, pół- i ćwierć-ludowych, występami zespołu folklorystycznego i święceniem, chleba, zboża, owoców, naczyń, płócien i kostiumów. To trzydziestolecie tutejszego zespołu ludowego. 

Foto Kinga

Bierzemy pieczątki w zakrystii i idziemy wioskowymi drogami. Strzałki już dawno znowu zniknęły, w pewnym momencie pytamy więc jakichś siedzących na przydrożnym murku wieśniaków, czy to droga do Santiago. "Do Santiago, do Santiago", odpowiadają, "cały czas prosto!" To "prosto" to jeszcze dobrych 220 kilometrów, ale co tam... Robi się coraz goręcej. Niestety późno wyszłyśmy i oczywiście msza też trwała, jest już dobrze po południu, a my wciąż jeszcze mamy bardzo daleko do dzisiejszego celu. Idziemy do przodu szybko, nie lenimy się, ale kilometrów niemal nie ubywa. Jakbyśmy dreptały w miejscu. Wioski się kończą, zaczynają się drogi między kwintami. To otoczone murem gospodarstwa wiejskie, znad murów widać cytryny, kiwi, winogrona, awokado, figi.

Foto Kinga  Foto Kinga

Schodzimy w dół, ogrody się kończą, wchodzimy w jasne zagajniki, a potem ostro pod górę w piękny las. Daleko w dole kolejna ciemnozielona rzeka, a na niej stary kamienny most. Rzymski? Wizygocki? Mauretański?

Foto Kinga  Foto Kinga

Za rzeką, niestety, droga wspina się coraz bardziej do góry. Robi się też przeraźliwie gorąco. Bardziej wleczemy się niż idziemy, mijamy kolejną wioskę, dalej pod górę do kościoła świętego Jakuba. Dobrze jest być pobożnym, bo w kościele błogosławiony mrok i chłód.

Foto Kinga

Dalej znaki każą iść stromo pod górę po suchym gorącym piachu. Buntuję się, mimo iż Kinga pełna samozaparcia twierdzi, że przecież poradzimy sobie. Schodzimy na dół, ostatkiem sił dopadamy knajpy i zjadamy obiad. Musimy stoczyć regularną wojnę z właścicielką, która ma i zupę, i ryż, i jarzyny, i wszystko to nam przyniesie, doda nawet sałatę, ale na razie upiera się, że wprawdzie kucharza nie ma, ale ona nam zrobi mięso. Dziękujemy. No to rybę. Też dziękujemy. No to chociaż kiełbasę.

Łapiemy stopa na kilka kilometrów. Dwie rozgadane Portugalki podwożą nas do skrzyżowania przed Vianą do Castelo. Do miasta jeszcze trzy kilometry. Znajdujemy strzałki i raźnie ruszamy w stronę kolejnej ogromnej rzeki.

Foto Kinga Foto Kinga

Na zdjęciu tego nie widać, ale most, zaprojektowany zresztą przez samego Eiffla, tego od wieży, ma długość 600 metrów, a wysokość ponad wodą w porywach prawie 30 metrów. Strach iść. Droga dla pieszych wąziutka. Słońce oślepia. Obok z hukiem przelatują samochody, niektóre tak wielkie, że ma się wrażenie, że się o człowieka wręcz ocierają. Wydaje się, że ten most się nigdy nie skończy.

wtorek, 28 sierpnia 2012, pielgrzymki2012

Polecane wpisy