Blog > Komentarze do wpisu

Oia do Baiony

25 lipca

Rano mgła. Imieniny Krzysztofa i Jakuba, patrona Galicji - kto żyw bieży do Santiago de Compostela, my też, tyle że powolutku. Jakub najwyraźniej nam sprzyja, bo będzie to pierwszy dzień, że dojdziemy dokładnie tam, dokąd chciałyśmy dojść i nie będziemy się musiały uciekać do niczyjej pomocy, nawet jeśli ta pomoc to bywały dwa kilometry. Z Oia do Baiony dojdziemy nie tylko o własnych siłach, to jeszcze zadowolone i skłonne do zwiedzania. A Baiona to kolejne piękne i ciekawe miasto na drodze.

Na razie jednak idziemy, w utartym już rytmie, co jakiś czas zatrzymując się na kawę, przekąskę lub obiad. W ogóle postój to wspaniała rzecz na trasie. Czasem potrzebne są herbata lub piwo w barze, czasami wystarczy przysiąść lub nawet tylko oprzeć się o zbocze, wypić kilka łyków z butelki, zjeść batonik energetyczny i po pięciu minutach można iść dalej.

popas na trasie  popas w barze

Niestety w chwilę po popasie Kindze nagle robi się słabo. Bardzo jednak inteligentnie zdarza się to dosłownie naprzeciwko dużej restauracji.
Wiemy, że w takiej restauracji będzie potwornie drogo i paskudnie, ale na trasie nie można grymasić. Musimy teraz zjeść coś ciepłego, wchodzimy więc do restauracji pełnej sztucznych antycznych rzeźb, sztucznych wodotrysków i, niestety, prawdziwych, przeznaczonych do zjedzenia, krabów w akwariach.

sztuczne wodospady i prawdziwe kraby

Dostałyśmy tu najgorszy i najdroższy obiad na całej trasie. Bo wczorajsze chipsy były paskudne, ale przynajmniej kosztowały grosze. A tu... Ciepłą strawę zapewniła miska letnich gotowanych kartofli w sosie pomidorowym. Brrr. Chociaż oddajmy honor tej nędznej budzie i dodajmy, że flan był domowej roboty.

flan  Jedna miseczka kartofli, jedna porcja sałaty, dwa flany i jedna kawa kosztowały nas po 10 euro na głowę! Za tę sumę albo i taniej można zjeść w restauracji tzw. menu de dia, posiłek dnia z mięsem, deserem, wodą, chlebem i kawą.

Ale Kindze już jest lepiej. Idziemy.

Droga mało ciekawa, prawie cały czas wzdłuż szosy lub odrobinę poniżej lub powyżej. I ciągle wraca z powrotem na główną drogę.

A tu nagle rozdroże. I co dalej szary człowieku?

I co dalej szary człowieku?

Poszłyśmy w lewo czyli do Oceanu. Na kilkaset metrów zaledwie, ale każdy metr poza szosą witamy z entuzjazmem.

Foto Kinga

droga

Idziesz ścieżką dla pielgrzymów, tym razem powyżej, a nie poniżej szosy, i nie wiesz, że za tą karteczką czeka na ciebie antyczna droga przez góry! Nota bene karteczka głosi, że masz, pielgrzymie, zamknąć za sobą siatkę. Buen Camino!

Idziesz i nie wiesz, że zaraz zaczyna się góra

To Buen Camino tłumaczy się jako "Dobrej Drogi", ale tak naprawdę chodzi o to, że "Droga ma być ci przychylna". Tu za tą siatką jest przychylna. Idzie wprawdzie nagle ostro pod górę, ale jest przepiękna. Ułożono ją (potem się dowiemy, że już w starożytności) z płaskich kamieni, po lewej zbocze spada ostro w dół, a w oddali widać kłęby mgieł nad Oceanem. Dochodzimy do przełęczy oznaczonej dwoma kamiennymi słupami, które mi się kojarzą z bramą Gondoru, i schodzimy w dół do wioski Baro, gdzie pan obrządzający winnicę powie nam, że pokonałyśmy właśnie przylądek Coba Silbaro. Do Baiony jeszcze dwa kilometry, znowu przez górę, ale co to dla nas?

Wieczorem, gdy już rozlokujemy się w miłej prywatnej kwaterze z psem, kotem i czarodziejskim ogrodem, idziemy na spacer nad morze, gdzie Kindze udało się wykonać dzieło na miarę Van Gogha.

Foto Kinga!

Piękny wieczór, na placu na starym mieście zapowiedzieli koncert - za darmo! A my tymczasem jesteśmy tak umęczone, że zamiast cieszyć się z rozrywki, wracamy do domu, przekomarzamy się chwilę z psem i walimy się spać.
Boli mnie ząb i to tak, że decyduję się na wzięcie tabletki, co sprawia, że rano... Kinga obudzi się pierwsza!

wtorek, 28 sierpnia 2012, pielgrzymki2012

Polecane wpisy