Blog > Komentarze do wpisu

Porto - Esposende

21 lipca

Po śniadaniu idziemy do metra, fotografując po drodze średniowieczny kościół.

Foto Kinga

Jedziemy metrem do Povoa de Varzim. Z okien widzimy wspaniałe długie akwedukty.

Foto Kinga

Na miejscu niemal od razu znajdujemy kościół świętego Jakuba i mnóstwo znaków symbolizujących fakt, że jesteśmy na Camino...

Foto Kinga Foto Kinga

Foto Kinga

... ale w kościele nikogo nie ma. Stara pani twierdzi, że wszyscy śpią albo jedzą.

Musimy podjąć decyzję, bo w Povoa de Varzim rozchodzą się drogi. Możemy iść drogą lądową przez Rates i Barcello, która jest dość uczęszczana i o której mamy ze sobą kilka stroniczek z informacjami. Albo możemy pójść całkiem w nieznane, drogą wzdłuż Oceanu.

Na drodze lądowej będą nas prowadziły strzałki. Nad Oceanem - słońce i Ocean. Idziemy nad Ocean! Piękna droga bulwarem wzdłuż plaży, niestety gdy kończy się miejscowość kończy się i droga.

Mijamy Toro czyli arenę do walk byków. Niestety droga odsuwa się od Oceanu, wciąż go wprawdzie widać, ale daleko, a my zamiast moczyć nogi w morzu, idziemy obrzydliwą szosą, pełną samochodów. Huk, wrzask, warsztaty samochodowe i, nie wiedzieć czemu, hotele.

Podoba się nam tylko, że wokół same pola-warzywniaki, a przy drodze co i raz stoiska z jarzynami. Przede wszystkim cebula, ziemniaki i czosnek, ale będą też cukinie, marchew, pory, kapusta...

Foto Kinga czosnek

Droga ciągnie się jak guma, drogowskazów nie ma, a gdy Kinga kupi na stacji benzynowej mapę, to okaże się to jeszcze gorsze od wędrówki bez mapy. I tak nic nie wiadomo, ale za to jak się już człowiek zdrowo przez parę godzin nachodzi, to na mapie posunie się do przodu o dwa milimetry!

Foto Kinga

Gdy wieczorem umordowane niemożliwie dotrzemy do jakiejś miejscowości, to nie będziemy wiedziały, ani gdzie jesteśmy, w Fao czy w Esposende, ani ile kilometrów pokonałyśmy w ciągu dnia. Znajdujemy kościół i strzałkę do schroniska młodzieżowego. Na mojej liście jest ono odnotowane jako schronisko, w którym mogą nocować pielgrzymi. I rzeczywiście dostajemy miejsce i płacimy zniżkową cenę. Nocujemy we dwie w pokoju czteroosobowym.

Robimy mycie i pranie, gotujemy herbatę, na więcej nie mamy siły. To pierwszy dzień, a na aklimatyzację trzeba co najmniej trzech dni. Droga nie była dziś piękna, no i te masy samochodów, ale nie była zła. Nie było za gorąco, wiał wiatr od Oceanu, szło się naprawdę dobrze...

wtorek, 28 sierpnia 2012, pielgrzymki2012

Polecane wpisy

Komentarze
2013/10/31 13:39:40
Podziwiam Ciebie...
Wrócę tutaj, by dokładnie przeczytać Twoją relację z pielgrzymki.
Pozdrawiam, Marysia