Blog > Komentarze do wpisu

Porto

20 lipca

Wyjeżdżam z Covilha do Porto. Upał niemożliwy, podejmuję więc desperacką decyzję, że nie zabiorę ze sobą butów do wędrówki. Są przeraźliwie ciężkie i nie umiem sobie wyobrazić, że mogłabym je włożyć. A co dopiero iść w nich Jeszcze mi przyjdzie zapłacić za tę decyzję, ale na razie ruszam na trasę w łapciach made in China.

Foto Kinga

Będę się jednak pocieszać w drodze, że na pewno nie jestem jedyna, którą los butowo doświadczył.

Foto Kinga

Autobus do Porto klimatyzowany, czytam Pablo de Santis "Przekład", kryminał dla ludzi, którzy lubią języki.

dziennik literacki.pl

Dojeżdżam koło południa, chwilę trwa, zanim się zorientuję, gdzie jestem - miejscowi mają poważne problemy z lokalizacją miejsca, w którym się znajdują z jakimś punktem na mapie. Jeden tłumaczy mi nawet, że... zapomniał okularów. Ale gdy podejmuję decyzję, żeby spytać turystów, pierwszy chłopak z plecakiem pokazuje mi palcem na planie, że jestem nad rzeką, koło mostu Luisa I. Jak po sznurku docieram do hoteliku i natychmiast idę na obiad do knajpki Vera Cruz. Mają w ofercie dania wegetariańskie i czarną herbatę parzoną z listków w kilkunastu rodzajach.

Foto Kinga

Idę do informacji turystycznej, a potem od razu do katedry. Tu nam wydadzą credenciale czyli tzw. paszporty pielgrzymów. Stempluje się je na trasie co najmniej raz dziennie, co potem, już w Santiago, będzie dowodem przejścia drogi, a to zostanie poświadczone wydaniem tzw. composteli.

mój credencial czyli paszport pielgrzyma z roku 2007  i wydana na jego podstawie compostela

Wracam niemal do miejsca, gdzie mnie rano wyrzucił autobus. Przechodzę mostem Luisa nad Duero, wracam, wałęsam się po mieście. Idę między innymi do słynnej Cafe Majestic. Ale majestatyczna Cafe Majestic wcale mnie nie zachwyca. Siedzą w niej tłumy turystów, biegają zagonione kelnerki, hałas... Robię tylko siusiu i zmykam.

Dojeżdżam metrem na lotnisko, odbieram Kingę, jedziemy do hotelu. Kinga nie spała dwie poprzednie noce, a w ciągu dnia spędziła cztery godzinny bezczynnie na lotnisku w Madrycie. Idziemy więc tylko do Vera Cruz na zupę, ciastko i herbatę, a potem do hotelu spać.

Foto Kinga

Jutro początek Drogi.

Za oknem drą się mewy i koty.

wtorek, 28 sierpnia 2012, pielgrzymki2012

Polecane wpisy