Blog > Komentarze do wpisu

Redondela - Pontevedra

27 lipca

Z Vigo do Redondeli zawozi nas Angel samochodem. Zyskujemy na tym jeden dzień, co pozwoli nam zaplanować krótsze odcinki na trasie do Santiago. Po tygodniu wędrówki odchodzimy od Oceanu. Dziś jeszcze będziemy widziały gdzieś daleko, z góry tzw. Rię czyli rodzaj fiordu atlantyckiego, ale droga nie będzie już wiodła wybrzeżem, tylko lądem. To tu nasza Camina Costa Portuges połączy się z portugalską drogą nazwaną przez nas "śródlądową" czyli z Camina Portuges.

Ria

Po raz pierwszy, jeszcze z okien samochodu, widzimy nie tylko znaki, ale i pierwszego pielgrzyma. "Tu, tu", woła Kinga, żądając od Angela, żeby się właśnie tu i natychmiast zatrzymał, bo my wysiadamy i już idziemy dalej. Same. Idziemy. Dalej. Idziemy, idziemy...

Redondela

Przed nami 18 kilometrów. Jeden z najdłuższych odcinków na tegorocznej trasie. Obie chadzałyśmy już więcej w ciągu dnia, ale cóż, na pewno byłyśmy młodsze, poza tym ja nie szłam w upale, tylko jesienią, a Kindze, która szła latem na odmianę wozili plecak furmanką. A my tu nie mamy żadnych ulg. I jeszcze ja do wczoraj miałam przeraźliwie marne buty. No i skończył się wiatr od Atlantyku. Pewnie, to wszystko wymówki, ale jakoś próbujemy zrozumieć, dlaczego nasza średnia marszowa wynosi... 3 kilometry na godzinę!?

Droga jest wprawdzie długa i potwornie upalna, ale też bardzo ładna. 

galicyjskie krzaki

Nazwałyśmy ten krajobraz "galicyjskie krzaki" i tak też przez męża Kingi został on zaprezentowany na facebooku. Idziemy, idziemy i idziemy, przechodzimy przez dziesiątki bystrych strumieni o czystej wodzie, gdzie niegdzie wychodzimy do jakichś małych wiosek, mijamy pola uprawne, łąki i znowu wchodzimy w "galicyjskie krzaki".

wciąż daleko

Chcemy zanocować gdzieś po drodze i zrezygnować z ambitnych planów dojścia do Pontevedra, ale albo idziemy przez bezludne pustkowie czyli "krzaki", albo w mijanych wioskach i tak nic nie ma i każdy nas odsyła do Pontevedra. Nawet jak pytamy o bar, żeby się napić kawy, to i tak nam mówią, że jak dojdziemy do Pontevedra, to sobie odpoczniemy, zanocujemy, zjemy i wypijemy, co będziemy chciały. Nie ma nic, aż nagle w środku upalnego popołudnia w "galicyjskich krzakach" objawi się automat Schweppsa, w którym kupimy sobie przeraźliwie słodki, ale za to lodowato zimny sok pomarańczowy.

Wreszcie docieramy do Pontevedra, do wielkiego Albergue de Peregrinos.

alberge

A tam... A tam jak w Betlejem. Nie było miejsca w gospodzie. Wynajmujemy pokój w pensjonacie naprzeciwko, Kinga idzie do baru "pielęgnować kontakty międzyludzkie", ja zostaję z książką na łóżku. Po chwili Kinga przyniesie mi pół pysznej (o tak, i ja to mówię!), świeżutkiej, gorącej tortilli i filiżankę herbaty. Rumiankowej. No cóż. Nobody is perfect. And nothing is perfect.

wtorek, 28 sierpnia 2012, pielgrzymki2012

Polecane wpisy

  • Pielgrzymki

    To my, Kinga i Ewa Maria. Na przełomie lipca i sierpnia 2012 roku przeszłyśmy CAMINO COSTA PORTUGES - Portugalską Drogę Nadmorską z Porto do Santiago de Compos

  • Przedtem

    Przyjechałam do Portugalii kilka dni wcześniej niż Kinga, miałam więc czas, by zwiedzić Lizbonę. Chciałam koniecznie zobaczyć to miasto z uwagi na powieść Pasca

  • Porto

    20 lipca Wyjeżdżam z Covilha do Porto. Upał niemożliwy, podejmuję więc desperacką decyzję, że nie zabiorę ze sobą butów do wędrówki. Są przeraźliwie cię