Blog > Komentarze do wpisu

Viana do Castelo - Caminha

23 lipca najpiękniejszy dzień na trasie

Nadal nie wiemy, ile kilometrów przeszłyśmy wczoraj, a zatem nie wiemy też, ile mamy następnego dnia do przejścia. Miejscowości są rozległe, pomiędzy grupkami domów są puste trasy, skąd dokąd trzeba więc dojść, aby rzeczywiście przejść wynikające z mapy 22 kilometry? Zresztą wygląda na to, że podawane przez mapy kilometry to odległości mierzone w linii prostej. Rzeczywista droga, nawet najkrótsza, nie jest linią prostą, a już szlak dla pielgrzymów czy w ogóle po prostu ścieżka kręci się i wije "jak błękitna wstążeczka". Nic nie wiemy, nie wiemy czy trafimy znowu na strzałki znaczące trasę dla pielgrzymów, nie wiemy, czy czeka nas paskudna droga wzdłuż szosy czy piękna brzegiem morza lub wśród ogrodów?

Wyjeżdżamy autobusem poza miasto, dojeżdżamy do następnego miasteczka. Tu idziemy troszkę ulicami, ale szybko stwierdzamy, że chodzimy w te i we wte, schodzimy do głównej szosy i przechodzimy na stronę Oceanu. Przed nami na górze latarnia morska Farol, która przez dłuższy czas będzie nam towarzyszyć, przed nami, obok, za nami...

Idziemy na północ i zachód leśnymi duktami, coraz bliżej Oceanu, aż w końcu biegniemy na plażę. Rzucam plecak koło jakichś kamieni i aż podskakuję z obrzydzenia, bo cała plaża roi się od pluskiew piaskowych. Na szczęście tylko tu. Siadamy trochę dalej, odpoczywamy, a potem idziemy... Idziemy plażą nad Oceanem na północ. Na północ.

Jest odpływ, z wody wyłaniają się coraz wyższe i bardziej rozległe skały, czarne, szare, beżowe, obłe jak hipopotamy, obrośnięte zielskiem, pełne muszli. Wyglądają jak ciasto na ptysie, gdy próbuje się w nie wkręcić jajka.

Gdzieś daleko, po wielu godzinach przecina nam drogę coś w rodzaju Wielkiej Bariery Atlantyckiej, potworne zwalisko skał, nie do przebycia. Wycofujemy się na drogę. Idziemy nadal wzdłuż Oceanu ale lasem, aż dochodzimy do drewnianego pomostu, który poprowadzi nas poprzez ogromny rezerwat przyrody do miasta, o którym ja twierdzę, że jest to nasz cel czyli Caminha, a Kinga uporczywie głosi, że to jakieś miasteczko przed Caminhą. Kinga niestety ma rację. Miejscowi twierdzą, że do Caminhy są co najwyżej dwa kilometry, w co naiwnie wierzymy i co się okaże nieprawdą. Po trzech kilometrach wynajmujemy pokój w miejscowości Moledo, następnego dnia, gdy już rzeczywiście dotrzemy do Caminhy, okaże się, że musiałyśmy jeszcze przejść pięć kilometrów.

wtorek, 28 sierpnia 2012, pielgrzymki2012

Polecane wpisy